
Zniknięcia
Od zarania dziejów obserwuje się niezwykłe zjawisko znikania ludzi. Nie chodzi tu bynajmniej o klasyczne zaginięcia, lecz o takie sytuacje, kiedy to w jednej chwili, na oczach świadków, ludzie po prostu „rozpływają się" w powietrzu. Naukowcom nie udało się, jak dotąd, poznać przyczyny tego zjawiska.
Brytyjski dyplomata Benjamin Bathurst, syn ówczesnego biskupa Norwich, 29 listopada 1809 roku odbywał służbową podróż z Wiednia do Londynu. W pewnym momencie wysiadł z wozu i postanowił się przejść wokół dyliżansu. Jego asystent i lokaj zostali w środku powozu. Benjamin Bathurst nigdy nie wrócił z przechadzki - zniknął na zawsze.
Brytyjskie ministerstwo spraw zagranicznych podejrzewało, że za zniknięciem Bathursta stali agenci Napoleona, jednak Francuzi zdecydowanie zaprzeczyli, jakoby mieli coś wspólnego z tym wypadkiem. Zagadka zniknięcia dyplomaty do dziś nie doczekała się wyjaśnienia.
Po południu 23 września 1880 roku, sędzia August Peck z miasteczka Gallatin w Tennessee wybrał się powozem na farmę swojego przyjaciela Davida Langa. Razem z nim pojechał szwagier Langa. Kiedy dojeżdżali na miejsce, zobaczyli w oddali Langa spacerującego po polu. Z podwórza na męża patrzyła też pani Lang z dziećmi. Nagle Lang zniknął z pola widzenia.
Sędzia i szwagier doszli do wniosku, że Lang wpadł w jakąś rozpadlinę i czym prędzej pobiegli mu na pomoc. Kiedy dotarli do miejsca, w którym po raz ostatni widzieli Langa, ze zdumieniem odkryli, że nie ma tam żadnego zagłębienia, nie było też żadnych śladów zaginionego. Zarządzono poszukiwania, w których wzięli udział wszyscy sąsiedzi Langa, jednak nie przyniosły one żadnego rezultatu. Szczegółowe badanie gruntu zarządzone przez miejscowe władze wykazało, że w miejscu tym nie było żadnego mokradła - pod warstwą ziemi znajdowała się warstwa wapienia. David Lang po prostu rozpłynął się w powietrzu.
W styczniu 1900 roku niejaki Sherman Church wbiegł do budynku przędzalni w Augusta Mills w pobliżu jeziora Michigan w USA i zniknął, nie pozostawiając po sobie najmniejszego śladu.
